Zaczynali od jednego motocykla. W lutym polecą do USA na zawody

Kiedy zaczynali przygodę z żużlem amatorskim, mieli jeden motor na czterech. Po latach pasja zaprowadziła ich do Stanów Zjednoczonych, gdzie zostali zaproszeni na zawody Celebration of Speed.


Jeszcze kilka lat temu wejście do świata żużla amatorskiego nie było łatwym zadaniem. Za przykład może posłużyć historia zawodników drużyny AKŻ Speedway Ostrów, którzy rozpoczęli przygodę z dyscypliną w nietypowych i niecodziennych okolicznościach. Zaczęło się od śledzenia żużla w roli kibiców. Po kilku latach dość niespodziewanie weszli w posiadanie motocykla żużlowego, później park maszyn rozrósł się do dwóch maszyn, przy czym druga z nich była repliką “żużlówki” z silnikiem WSK-125.

To była rzemieślnicza, ręczna robota, głównie wykonana przez jednego z naszych liderów, a na pewno lidera, jeżeli chodzi o kwestie mechanikowania, Jarka Wawrzyniaka. Wszystkie elementy ramy były ręcznie wyginane na giętarce, to była perfekcyjna praca — powiedział prezes AKŻ Speedway Ostrów, Cezary Kozanecki, w rozmowie z portalem WP SportoweFakty.

Wtedy nie mieliśmy jeszcze dostępu do oryginalnych części i musieliśmy ratować się tym, co było, ale efekt był piorunujący. Druga z naszych maszyn pojawiła się w równie barwnej rzeczywistości. Podczas podróży służbowej, umilając sobie czas w pociągu, jeden z naszych kolegów zakupił na aukcji internetowej żużlową Jawę — dodał.

Dopiero po kilku miesiącach mieszkańcy z Ociąża i Skalmierzyc, również w dość przypadkowych okolicznościach, trafili na obecnie nieistniejący tor “Kawcze” w Śremie. Panujące tam warunki były iście spartańskie, na co wskazywała nazwa lokalnego klubu — Sparta. Aby w ogóle móc myśleć o odjechaniu kilku kółek, należało wcześniej samodzielnie przygotować nawierzchnię, co było niezwykle czasochłonne.


Dla amatorów, którzy swoją przygodę z żużlem rozpoczęli niedawno, historie ze Śremu brzmią niczym science fiction. Dopiero po dłuższym czasie tor dorobił się studni głębinowej oraz potrzebne do tego motopompę, prądownicę strażackie, włókę do równania toru, a także cały sprzęt żużlowy mieszkańcy gminy wozili ze sobą. Czasem na wyposażeniu znajdowały się także przenośna antena satelitarna, telewizor, agregat i krzesła, aby na miejscu oglądać turnieje Grand Prix. Te całodniowe wyprawy były dla amatorów prawdziwą szkołą.

Musiały minąć aż trzy lata, aby amatorzy z Gminy i Miasta Nowe Skalmierzyce po raz pierwszy spróbowali swoich sił na prawdziwym torze. Dzięki pomocy Michała Szymczaka i uprzejmości działaczy ŻKS Ostrovia udało przeprowadzić się pierwszy trening na ostrowskim obiekcie, a niedługo później premierowe zawody.

Nie mieliśmy żadnego doświadczenia w organizacji tego typu imprez. W tamtych czasach ścigaliśmy się na dochodzenie, a w pierwszych zawodach wzięło udział dwunastu zawodników. Chętnych było znacznie więcej, ale stawka była okrojona z uwagi na to, że wszystko było dla nas nowe i nie wiedzieliśmy, jak to wyjdzie. Na dobrą sprawę był nasz pierwszy kontakt z zawodnikami z innych ośrodków — tłumaczył Cezary Kozanecki.

Jeszcze w kolejnym roku w Ostrowie ścigano się na dochodzenie, a od trzeciej edycji Turnieju Żużlowców-Amatorów jeżdżono już spod taśmy.

Żużel amatorski w Polsce w kolejnych latach bardzo się rozwinął. Praktycznie nikt nie chciał ścigać się na dochodzenie, każdy liczył na jazdę spod taśmy — wyjaśnił Kozanecki.

Organizatorzy amatorskich zawodów mają sporą dowolność, jeżeli chodzi o tabelę biegową i system punktacji. Od samego początku ostrowianie starali wprowadzać się innowacyjne rozwiązania i w pewnych kwestiach byli prekursorami.

Byliśmy prekursorami podziału na trzy grupy pod względem umiejętności. Kolejne zawody, również poza Ostrowem, odbywały się na podobnych zasadach, m.in. cykl Kaczmarek Electric Speedway Cup — dodał prezes AKŻ Speedway Ostrów.

Obecnie żużel amatorski jest mocno rozwinięty. Zawodnicy dysponują coraz lepszym sprzętem, część drużyn jeździ w jednakowych kevlarach, a na koniec roku odbywa się uroczysta gala połączona z plebiscytem Złote Zębatki.

Foto: Tomasz Glapiński