To oni zginęli w jednej chwili. Mama, tata i troje dzieci…

Wojciech K. z żoną byli cudownym, kochającym się małżeństwem. Remontowali dom po dziadkach, do którego planowali się przeprowadzić. Wychowywali trójkę wspaniałych dzieciaków: Michalinkę (†10 l.) Marcelinka (†6 l.) i Stasia (†3 l.). W środę wieczorem w ułamku sekundy ich dom przy ul. Leszczynowej obrócił się w gruz. W katastrofie zginęła cała rodzina.


Potworny wybuch gazu rozerwał dom przy ul. Leszczynowej w środę, po godzinie 18:00. Prawdopodobnie wydostał się z uszkodzonego przez budowlańców gazociągu o średnicy 15 centymetrów. Rura biegła tuż obok domu ofiar. Kiedy doszło do eksplozji w środku było 8 osób. Józef K. (†60 l.), jego żona Jolanta (†60 l.), siostrzeniec Wojciech K. (†39 l.) z żoną Anną (†38 l.) i trójką dzieci w wieku 10, 6 i 3 lat. Był też wnuk Józefa – 10-letni Szymonek. Nie mieli żadnych szans na ucieczkę. Wszyscy zginęli.

To była wspaniała rodzina

Mieszkańcy Szczyrku zgodnie twierdzą, że Wojciech K. z żoną byli cudownym, kochającym się małżeństwem. Remontowali dom po dziadkach, do którego planowali się przeprowadzić. Wychowywali trójkę wspaniałych dzieciaków: Michalinkę (†10 l.) Marcelinkę (†6 l.) i Stasia (†3 l.).

Wojciech K. miał swoją firmę, świadczył usługi rekreacyjno-sportowe, kochał snowboard i narty. Swoją pasją zaraził dzieci i innych. Wczoraj miał wyjechać do Austrii, miał pracować jako instruktor. W Szczyrku był osobą znaną i cenioną. W ubiegłym roku kandydował do rady miasta. Dom, w którym zginął ze swoją rodziną, sąsiaduje z domem jego mamy i wujka. Nikt nie mógł przewidzieć, że dojdzie do takiego dramatu!


Znałem ich wszystkich, to wspaniali ludzie. Nie da się tego dramatu opisać słowami – mówi nam wstrząśnięty burmistrz Szczyrku Antoni Byrdy. Podobnie o rodzinie mówią mieszkańcy. – Fantastyczni ludzie. Kochali sport. Byli trenerami narciarstwa. Wojtek miał jechać do Austrii szkolić innych jako trener, jego wujek Józef miał w tym domu serwis narciarski, wypożyczalnię sprzętu. To nie do uwierzenia, co się stało – mówi Antoni Laszczak, kolega zmarłego Józefa K.

Wojtek z żoną mieli wspaniałe dzieci. 10-letnia Michalinka zawsze wybierała sobie w moim sklepie gazetki z dodatkami. Ich wujek, u którego mieszkali, pierwszy w Szczyrku miał serwis narciarski. Wraz z bratem i siostrą otworzyli też pierwszy wyciąg. To niewyobrażalna tragedia. Wszyscy łączymy się z nimi w bólu i żałobie – mówi Grzegorz Caputa.

Katastrofa w Szczyrku to nie tylko dramat lokalnej społeczności, lecz tragedia współodczuwana przez wiele osób, bywających w Szczyrku i goszczących w pensjonacie rodziny, której członkowie zginęli w katastrofie.

Byli stąd, kochali góry, narty… – mówią łamiącym głosem osoby, które znają rodzinę. Śmierć jej członków jest cierniem, który boleśnie wbił się w serca miłośników gór. Niejeden z nich miał okazję skorzystać z usług pensjonatu i poznać gościnność osób go prowadzących. Wielu turystów przekonało się również, jak bardzo kochali góry, o których wiedzą chętnie się dzielili. Teraz pozostały po nich tylko wspomnienia, a po ich domu – gruz.

Katastrofa w Szczyrku

W Szczyrku, w środę 4 grudnia, około godziny 18.30 wybuchł gaz. Eksplozja spowodowała zawalenie się trzykondygnacyjnego domu, w którym mogło przebywać nawet osiem osób. Na miejscu bardzo szybko pojawiły się służby ratunkowe. Od momentu wybuchu, aż do godzin porannych, w akcji wzięło udział kilkaset osób. Pracowały one w wyjątkowo trudnych warunkach.

Prokuratura wszczęła w sprawie śledztwo.

Najbardziej prawdopodobną przyczyną tragedii jest uszkodzenie gazociągu w trakcie prac, którego następstwem był wyciek gazu płynnego oraz wybuch i pożar. W najbliższych dniach przeprowadzone zostaną oględziny miejsca katastrofy oraz sekcja zwłok ofiar wypadku – tłumaczy Agnieszka Michulec, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej.

Źródło: Fakt24.pl