Zbrodnia w Lesie Skarszewskim

Mieszkaniec Skalmierzyc Nowych, Franciszek Majnert – założyciel tajnej placówki Organizacji Jedności Narodowej, którą wcielono do Armii Krajowej, a także człowiek, który uratował życie kpr. Henrykowi Fojerowi jednemu z załogi Halifaxa JD-154 z 301 eskadry.


W marcu 1944 Gestapo dokonało w Kaliszu masowych aresztowań. Wśród aresztowanych znaleźli się członkowie Armii Krajowej pochodzenia niemieckiego.

Decyzja zapadła prawdopodobnie 18 stycznia o świcie, cztery dni przed opuszczeniem Kalisza 19 stycznia 1945 roku zapisał swoją tragiczną kartę w dziejach wielkopolskiej Armii Krajowej. Zgodnie z obowiązującym prawem niemieckim wyrok śmierci mógł zostać wykonany dopiero po upływie stu dni. Jednakże wobec zbliżających się do Kalisza wojsk radzieckich datę egzekucji przyśpieszono i 19 stycznia 1945, na dwa dni przed zajęciem Kalisza przez Armię Czerwoną, grupę 56 członków antyhitlerowskiego podziemia rozstrzelano w lasach koło Skarszewa. Co gorsza nie powiadomiono rodzin oskarżonych, nie podano także terminu wykonania wyroku, w tym pięciu z rejonu nowoskalmierzyckiego.

Dnia 19 stycznia 1945 roku w lasku Skarszewskim k/Kalisza zostali rozstrzelani z organizacji:

1. Franciszek Majnert (komendant)
2. Bolesław Pers
3. Jan Jaźwiec
4. Michał Matyaszczyk
5. Franciszek Czerwiński


Wyrok miał być wykonany w wielkiej tajemnicy, bez świadków. A jednak znalazł się świadek, który widział egzekucję. 19 Stycznia rano gajowy – Bąbel wyszedł do skarszewskiego lasu. Nagle zauważył samochody wojskowe, które wjeżdżały na teren leśny. Wdrapał się na wysoką sosnę i z dala obserwował miejsce egzekucji. Słyszał głosy, ale nie mógł rozróżnić poszczególnych słów.

Widział, że jeden z Niemców nie miał nogi i chodził o kuli. Niemcy wyprowadzali z samochodu po dwóch, trzech skazanych, podprowadzali do wcześniej wykopanego dołu i strzałem w głowę pozbawiali życia. Gajowy nie umiał określić jak długo trwała egzekucja i ilu ludzi stracono. Był przerażony tym, co widział. Po egzekucji Niemcy zasypali grób i zamaskowali śniegiem, który wówczas padał. Gdy samochody odjechały obserwujący ich człowiek po prostu spadł z drzewa. Wrócił do domu roztrzęsiony, obolały, w podartym ubraniu.

Franciszek Majnert, z 15 na 16 września 1943 według informacji Prezesa z Ostrowskiego Oddziału Zarządu Związku Żołnierzy AK, mówią, że Majnert uratował życie kpr. Henrykowi Fojerowi jednemu z załogi Halifaxa JD-154 z 301 eskadry.

W nocy z 15 na 16 września 1943 roku, kiedy załoga Halifaxa JD-154 z 301 eskadry przy 138 dywizjonie RAF leciała z zaopatrzeniem dla placówki „Żyto 1” Armii Krajowej, działającej koło Kalisza, doszło do tragicznej katastrofy samolotu Halifax JD 154, który miał wziąć udział w akcji zrzutowej w Ołoboku. Zginęła wówczas siedmioosobowa załoga oraz trzej mieszkańcy domu przy ulicy Kaliskiej. Byli to Stanisław Jańczak, jego żona Genowefa i syn Leon, którzy mieszkali w domu, na który spadł Halifax. Katastrofę przeżył jeden z członków załogi. Nie wiadomo jak udało mu się opuścić miejsce katastrofy. Wiadomo, że był leczony w Raszkowie przez lekarza Walentego Brodziaka, a przywiózł go tam komendant placówki AK Franciszek Majnert. Później ślad po nim zaginął. W 2010 roku prezes ostrowskiego Oddziału Zarządu Związku Żołnierzy AK powiadomił, że udało się dotrzeć do informacji, że kpr. Henryk Fojer jest tym, który został uratowany po katastrofie, że żyje i mieszka na zachodzie Europy.